 |
 |
 |
|
|
|





|
Żydówek nie obsługujemy
Wspólnym bohaterem zbioru jest Inny — mocno zakorzeniony w ludzkiej podświadomości, choć rzadko dochodzący do głosu. Codzienność dobrze rozpoznana, raptem, w gwałtownej iluminacji zrywa niewinną maskę i ujawnia absurdalną grozę, a człowiek zmuszony jest uczestniczyć w czymś, co go przerasta i musi poddać w wątpliwość to, czym był dotychczas. Nie może być pewien ani swej tożsamości, ani poglądów, uczuć, nawet płeć jest wielce wątpliwa.
Hmm… jestem Żydówką, żyje we mnie niebezpieczny odmieniec, upodlony Inny, który stawia życie w stan oskarżenia. Im bardziej jestem pewien swego niewzruszonego świata, tym bliżej zakrada się anty-świat. Z ich zderzenia rodzi się czyściec, przed którym nie ma ucieczki, przez który trzeba przejść, by doświadczyć siebie — z głębi ducha irracjonalnego człowieka, który istniejąc, jednocześnie zaprzecza istnieniu. Bo kto jest prawdziwszym wariantem mojego ja: Polak-mężczyzna, czy Żydówka-kobieta? Menel i śmieć, czy mesjasz-zbawca prowadzący swoje bóstwo-babkę do nieba? Zwyczajny pasażer miejskiego autobusu, czy morderca z nożem, zjeżdżający po tęczy sankami? Cierpiący na ból brzucha pacjent, czy może cudzoziemiec-dworzanin w szpitalnym królestwie Heroda? A takie postacie zaludniają wewnętrzny świat bohaterów zbioru i domagają się odpowiedzi.
Kinga Dunin:
Sieniewicz to rzadki przykład polskiego pisarza, który wykracza poza utarte szlaki myślenia, jednocześnie nie tracąc kontaktu z najbardziej palącymi problemami współczesności. Budzi moją sympatię również ze względu na to, co robi z problematyką gender. (...) Jego wyczucie w tych kwestiach wydaje się naturalne, nie wykoncypowane czy zaplanowane, ale będące po prostu częścią wrażliwości pisarza.
Robert Ostaszewski, Groteską w rzeczywistość, "Tygodnik Powszechny", Książki w "Tygodniku" nr 21, 22.05.05:
Autor “Żydówek nie obsługujemy” zaliczany jest do grupy młodych prozaików opisujących teraźniejszość, tworzących tzw. prozę zaangażowaną. To stworzone ad hoc, funkcjonujące na zasadzie hasła wywoławczego pojęcie, nie jest zbyt precyzyjne, co potwierdza choćby przypadek Sieniewicza, który z każdą książką staje się pisarzem coraz bardziej osobnym. Większość autorów zmagających się z naszą współczesnością wykorzystuje rozmaicie modyfikowane techniki realistyczne. Sieniewicz w zbiorze “Żydówek nie obsługujemy” zdecydowanie postawił na groteskę. Króluje tu żywioł nieokiełznanej wyobraźni, czasami absurdalnej i przewrotnej, to znów mrocznej. Sieniewicz ma rzadką u nas łatwość kreowania niesamowitych, dziwnych sytuacji i motywów, a przy tym umie budować z nich spójne, konsekwentne fabularnie opowieści.
Kinga Dunin, Sklep z Żydówkami, "Gazeta Wyborcza", Świąteczna, 14.05.05:
Książka Sieniewicza tylko pozornie jest zbiorem oddzielnych opowiadań. Łączą je bowiem przeplatające się stale z nimi mikroprzypowieści, każda zaczynająca się od próby wyjaśnienia, kim/czym jest Żydówka. Na plan pierwszy wysuwa się podstawowy problem - inności, obcości, alienacji, wydziedziczenia ze świata. Na myśl przychodzi pojęcie abjectu wprowadzone przez Julię Kristevą. Abjekt jest tym, co wymyka się społecznym konstruktom i dobrze rozpoznanym systemom. Jest niejasny, odrażający i pociągający zarazem. Jest tym wszystkim, co nieczyste, a jednocześnie fascynujące. To ukryta część naszej tożsamości, którą projektujemy na innych, ale która wciąż do nas powraca. To pożądanie skierowane w pustkę. (...) W swojej ostatniej książce "Efekt bierności" Przemysław Czapliński krytykuje najnowszą literaturę polską za to, że nie potrafi ona zakwestionować granic oczywistości i normalności. Że jej krytycyzm ostatecznie zawsze prowadzi do umacniania założeń świata, przeciwko któremu się buntuje. Że również czytelnika uczy bierności, zamiast pomóc mu tworzyć nowe języki. Sieniewicz pokazuje, że nie jesteśmy skazani ani na język, który inność nadmiernie oswaja, ani na taki, który wystawia ją na sprzedaż.
Justyna Sobolewska, Dopaść Innego, "Przekrój" nr 20, 12.05.05:
W swojej trzeciej, najlepszej, książce Sieniewicz, zamiast głaskać czytelnika, wydaje go na pastwę jego własnych lęków i też lęków zbiorowych. I nie jest to rzecz o antysemityzmie, ale zbiór opowiadań wizyjnych, senno-fantastycznych, w których niepostrzeżenie znana rzeczywistość staje się obca, wychodzą z ukrycia potwory uprzedzeń i stereotypów. (...) W tym świecie, na hipermarketowym śmietnisku ujawnia się jakaś fundamentalna śmieszność istnienia i poczynań człowieka. Przy czym jest w tym więcej grozy niż śmiechu. Sieniewicz tak to przyrządził, że czytelnik jak ta Żydowka staje oko w oko ze swoją odmiennością. Wykluczony, nie do pary. Jakiś ułomny, inny niż wszyscy. Niewesołe to doświadczenie, ale i oczyszczające.
Cezary Polak, Dziecko gorszej koniunktury, "Ozon" nr 2, 04.05.05:
Młody olsztyński prozaik Mariusz Sieniewicz dowodzi, że o problemach współczesnej Polski można pisać bez bogoojczyźnianego zadęcia i z dystansem do siebie. (...) wydany właśnie zbiór opowiadań „Żydówek nie obsługujemy” pisany jest innym atramentem. Nie żeby Sieniewicz unikał problematyki społecznej. Wręcz przeciwnie. (...) Bohater tytułowego opowiadania podczas zakupów w supermarkecie zamienia się w Żydówkę i najpierw o mały włos nie zostaje zlinczowany przez resztę klientów, a potem trafia do chłodni i staje się towarem jak mrożone kurczaki. Bo na inności i lęku też można zarobić. Dramat zamienia się w montypythonowską groteskę, tragedia w komedię. Sieniewicz wymyka się spod sztandaru literatury społecznie zaangażowanej, by zadrwić z totalitaryzmu współczesnej kultury.
Dariusz Nowacki, Tak trzymać!, "Studium" 2005, nr 3:
Wyjściowa teza jest taka: Mariusz Sieniewicz wyjął z "Czwartego nieba" to, co najlepsze, i z tego, co wyjął, zrobił swoją najlepszą - jak dotąd - książkę. (...) Dziś wie jednak, iż tego, co go złości i rozpala, nie można zaatakować frontalnie, stając ze złem, podłością i głupotą twarzą w twarz. To znaczy - można, tylko trzeba się liczyć z wysoce prawdopodobną porażką takiego projektu pisarskiego. Co więc robi? Ano mniej więcej to, co zrobiłby dziś Sowizdrzał lub kazdy inny mądry i przenikliwy błazen. Tak, w najnowszej książce Sieniewicza znajdziemy sporo błazenady, lecz tej w najszlachetniejszym wydaniu, tej, która nie stawia świata na głowie, żeby go oswić i wyrwać mu kły, ale udziwnieniem odpowiada na potworność. Pod wpływem tego zabiegu potworność wcale nie ustępuje, wręcz przeciwnie - potwornieje. No cóż, każda dobra literatura jest z gruntu pesymistyczna.
Daria Weps, Pod powłoką codzienności, "artPapier" 2005, nr 41:
Wartościowe pokłady tej prozy sytuują się nie tylko w tematyce tych opowiadań, ale tkwią również w języku autora, który podejmuje grę z różnymi stylami mowy, konwencjami. Z jednej strony nasyca narrację licznymi kolokwializmami, wulgarnością, z drugiej nie stroni od aluzji, żongluje stereotypami, przywołuje cytaty znanych dzieł literackich, dokonuje pomysłowych przeróbek, parodii, trawestacji znanych utworów. To również decyduje o tym, iż wykreowany na kartach tej prozy świat staje się momentami komiczny, ciąży ku tragifarsie, a zarazem umyka jednoznaczności, nie daje się tak łatwo zaszufladkować, generuje wielorakie sensy.
Przemysław Czapliński, Literatura, nasz Obcy, "Gazeta Wyborcza" 16.01.2006.:
Z nadmiaru ujęć podobnych, które wynikały ze szlachetnego odruchu zaangażowania, nagle wyłoniło się inne rozwiązanie. Widać je w zbiorze Mariusza Sieniewicza "Żydówek nie obsługujemy". Nie jest to oskarżenie kapitalizmu o "zbrodnie przeciw ludzkości", lecz wyprawa w nieznane - w głąb naszej mentalności, a także parodia literatury zaangażowanej, której autor nie potrafi inaczej przekroczyć - i słusznie - jak tylko zwracając się od rzeczywistości ku "społecznemu stwarzaniu rzeczywistości". Stąd w kolejnych opowiadaniach mówi o tym, co widzi, a także dzieli się swoją niewiedzą - domysłem, intuicją, niepewnością. Dlatego forma tych narracji przekształca się na naszych oczach - z satyrycznego obrazka rodzajowego, poprzez przypowiastki z codzienności, aż do parabolicznej opowieści o miasteczkum, w którym ludzie "żyją gorliwie, choć zarazem debilnie". Sieniewicz szuka bowiem odpowiedniej formy, która pomieściłaby tę dziwną sieć zbiorowych przekonań, które wytwarzają rzeczywistość.
Sławomir Buryła, Odrealniająca konwencja, "Pogranicza" 2005, nr 4.:
Jakkolwiek na nią patrzeć i oceniać, proza Sieniewicza nie jest łatwa i przyjemna, ale też nie z tą myślą powstaje. Przeciwnie. Jej właściwe pole aktywności stanowi bunt. Odnoszę nawet wrażenie, że jest w niej sporo przekory, zamierzonego podążania pod prąd, jątrzenia, świadomego obnażania "uładzonych" tematów i przyzwyczajeń, niszczenia nawyków myślowych.
Marek Ławrynowicz, Ze świata odmieńców, "Gazeta" (Kanada, 2005):
Sieniewicz nie przedstawia nam rzeczywistości, w której żyjemy. Rzeczywistością, można powiedzieć "jedyną rzeczywistością", jest obszar naszej świadomości. Co ten obszar wypełnia? Cała historia kultury i śmietnik popkultury. Nasza świadomość staje się osobnym bytem, tylko przypadkowo umieszczonym w jakimś ciele, określonej sytuacji, ale to wszystko jest niepewne, chwilowe, może się nie wiadomo kiedy zmienić we własne przeciwieństwo.
|
|
|
|
|
|
|
|